ASP Katowice - 10 lat

Wybór języka

Nie przegap!

W kalendarzu nie ma żadnych wydarzeń z przyszłą datą.

Alchemia malarstwa, czyli na antypodach sztuki

Roman Maciuszkiewicz

Długo zastanawiałem się, jak rozpocząć ten tekst. Tekst o malarzach, dla których malarstwo jest czymś więcej niż tylko zapełnieniem płaszczyzny kolorem, mniej lub bardziej uporządkowanym zestawem plam barwnych; jest czymś więcej niż próbą zinterpretowania otaczającej rzeczywistości, czymś więcej niż malarską dywagacją na temat przedmiotu – lub jego braku – w sztuce. Najpierw jest bowiem oglądem świata, później próbą opowiedzenia o nim, najpierw duchowym przeżyciem, później próbą znalezienia dla niego malarskiej metafory. Jest obrazem innego świata. Nie jego czysto malarskiej autonomii, ale właśnie próbą zdania relacji z innej rzeczywistości. Takie malarstwo zazwyczaj wyprawia nas na tereny skupienia i wyciszenia, niejasnych pytań i niepełnych odpowiedzi, podszeptów i zdziwień, poezji, magii i transcendencji. Historia sztuki zna owe tereny doskonale, podobnie jak i przemierzających je wędrowców. Szlaki ich wędrówki przebiegały zarówno głównymi traktami, jak i poboczami, a nawet zadeptanymi ścieżkami. Historia sztuki czy – ściślej – obrazu malarskiego jest także historią duchowości. Nie ma chyba w dziejach nowożytnej kultury obszaru tak bogatego, tak rozległego i tak inspirującego jak mnogość malarskich deklaracji. Nie ma obszaru tak bogatego w emocje, dla których poszukiwano – z uporem godnym poszukiwaczy kamienia filozoficznego – środków wyrazu, dla których gruntowano lipowe deski, mieszano farby, tkano płótna i naciągano je na krosna, wymyślano perspektywę, złocono ramy, dla których rozbierano kobiety, zakładano szkoły, fałszowano obrazy, upijano się. Nie ma chyba obszaru, gdzie wielkość sąsiadowałaby z małością, geniusz z hochsztaplerstwem, a pamięć z zapomnieniem. Nie ma obszaru, na którym pozwalano żyć i umierać tylu ideom, estetyce i pięknu, na którym poszukiwano, zmieniano i rewolucjonizowano.

Rozmyślałem, jak pisać o metaforze, symbolu, o tym, co nierealne i co fantasmagoryczne, nie mówiąc o tym wprost, gdyż tak wydaje się najłatwiej, tak najprościej opisać pewien zasób idei funkcjonujących – za sprawą tych właśnie pojęć – w sztuce, w malarstwie. Nie wiem, na ile jest to możliwe, choć to zarówno bardzo pojemny, a więc i wygodny dla piszącego zasób, jak i pozwalający na dość jasne i jednoznaczne przeciwstawienie tendencjom – najogólniej mówiąc – scjentycznym. Nie wiem także, czy jest to konieczne, bo pojęcia te określają, jeśli nie precyzyjnie, to w miarę jasno, pewną tradycję w sztuce. Ale ponieważ tradycja została już wystarczająco podeptana, to chyba warto pochylić się nad nią. A zatem…

Przez wiele lat Śląsk uchodził za miejsce prymatu materii nad duchem. Lansowany, ze szczególnym uporem w latach siedemdziesiątych, jako modelowy przykład krainy heroicznego trudu, ludycznej szczęśliwości, nowoczesności i postępu. Eksploatowany ponad miarę, zatracał wprawdzie charakter miejsca pogranicza, miejsca, w którym w sposób naturalny potrafią się kumulować różnorakie elementy, emocje, odmienności, ale zachowywał to, co dla sztuki – chociażby – jest pożywką, nieustanną zmiennością, co nawarstwia się, tętni, żyje. Był nadal miejscem, w którym kumulują się różnorakie energie świata. To właśnie tutaj, moim zdaniem, silne stało się ścieranie tendencji awangardowo-racjonalnych z owym nurtem duchowości, który wyrażał się najpełniej w sztuce metafory, symbolu, wyobraźni. Jest to wprawdzie dość charakterystyczna cecha sztuki tamtych lat i Śląsk nie był jedynym, ale był miejscem osobliwym. Taką osobliwością była chociażby grupa Oneiron. I w ten oto sposób wkraczamy w rejony sztuki, której niejednoznaczność stanowi o sile i której proweniencja nie pozostawia żadnych wątpliwości. W tym miejscu należy – chociaż nie ma to nic wspólnego z katowicką Akademią Sztuk Pięknych – przywołać innego rodzaju osobliwość – dzielnicę Katowic, znaną z górniczych tradycji, ale także związaną z tradycją okultystyczną: Janów. To pomiędzy Janowem a Wirtembergią, pomiędzy Teofilem Ociepką a Filipem Hohmanem, niemieckim okultystą, nastąpiła w latach dwudziestych XX stulecia wymiana korespondencji, która zaowocowała powstaniem w Janowie ośrodka wiedzy tajemnej i niemal całkowicie wpłynęła na malarstwo Ociepki, a ten z kolei na innych twórców zwanych „nieprofesjonalnymi”. Okultystyczne studia malarza znajdują odzwierciedlenie w jego obrazach i jest Ociepka – obok chociażby Erwina Sówki – rzadkim, wśród tzw. malarzy „naiwnych”, przykładem twórcy realizującego bardzo określony światopogląd, daleki od niedzielnej przygody z malarstwem.

Oneiron

Czworo z pięciu artystów tworzących Ligę Spostrzeżeń Duchowych to absolwenci katowickiej uczelni – Urszula Broll, Antoni Halor, Andrzej Urbanowicz, Henryk Waniek (piąty, Zygmunt Stuchlik, był przez pewien czas wolnym słuchaczem). Podstawą działań i zainteresowań artystów Oneironu było poszukiwanie i eksplorowanie wartości spirytualnych w religiach, filozofii, doktrynach artystycznych i kulturach świata, a ezoteryzm wyciskał silne piętno na ich dokonaniach twórczych, począwszy od happeningowych akcji, poprzez wspólnie wykonywane rysunki, po indywidualne prace malarskie. Była i jest to sztuka bardzo bogata, dotykająca wielu poziomów. W symetrycznych, nasyconych świetlistym kolorem akwarelach i gwaszach Urszula Broll od wielu lat próbuje dotknąć tajemnicy, zawiera w swoich pracach zarówno wiedzę, jak i intuicję, duchowość i materię, abstrakcję i przedmiot. Czerpie z odległych inspiracji duchowo-kulturowych, począwszy od filozofii hinduskiej, poprzez antropozofię Steinera do psychologii głębi Junga, nadając tym lekkim akwarelom gatunkowy ciężar doświadczeń malarstwa XX wieku, które, rezygnując z przedmiotu, zwróciły się w stonę abstrakcji. W centrum zainteresowań Andrzeja Urbanowicza leży zarówno średniowieczna gnoza, jak i ruch New Age, wiedza ezoteryczna, ale i pop-art, alchemia i elementy surrealizmu, kultura Wschodu i Zachodu, hinduska mudra, hebrajska Lilith i komiksowa Gwendolina. I nie ma tu sprzeczności, ponieważ chaos i ład świata to pozorne antynomie, przedstawienie jego zmienności potrzebuje różnorodnych impulsów, a świat duchowego terytorium domaga się przewartościowań, również w sferze obrazowania. Stąd też malarstwo Urbanowicza ulegało zmianom, penetrując rejony bliskie malarstwu materii, poszukując sensualnego działania koloru, zbliżając się w stronę wiernego odtworzenia przedmiotu, by wreszcie, ostatnio, osiągnąć lekkość i świetlistość przedstawień. Henryk Waniek zaś od lat przemierza mało utarte rejony sztuki, chętniej penetruje jej pobocza i zadeptane ścieżki niż drogi szybkiego ruchu, chętniej zwraca uwagę na wielorakie konteksty sztuki, jej związki z filozofią, historią czy religią niż na tzw. sztukę czystą. Nie dziwi zatem ani literacki komentarz, ani traktowanie własnego malarstwa jako ilustracji szczególnego zasobu idei, w którym poczesne miejsce zajmuje symbol, alchemia i magia. Historia sztuki, historia w ogóle, jest dla Wańka rozległym terenem eksploatacji, zamkniętym krwiobiegiem, który stanowi o pewnej ciągłości nazywanej tradycją. Wszystko to pozwala Wańkowi spokojnie dryfować po mieliznach współczesnej sztuki. A wyspy, na które ostatnio natrafia, w przeciwieństwie do Insuli mortis – Wyspy śmierci malowanej przed laty, wieńczą szczyty dolnośląskich gór. Malarska rzetelność poetyckich obrazów Zygmunta Stuchlika przekonywała do sensu obrazu jako „pejzażu wewnętrznego”.

Człowiek

Od czasu pierwszego, naskalnego śladu dłoni człowiek przygląda się sobie m.in. za sprawą sztuki. Przygląda, ocenia i pyta. Zapełnia swoim wizerunkiem całą niemal przestrzeń wokół siebie – ściany domów, kościołów, muzea, ulice, parki, place. Przygląda się sobie bacznie, rzetelnie, przychylnie i z niechęcią. Portretuje, analizuje i deformuje. Pokazuje piękno i szpetotę ciała, próbuje pokazać piękno i szpetotę duszy; pokazuje ułomności, chełpi się doskonałością i bezradnie rozkłada ręce.

Malarstwo Zygmunta Lisa z połowy lat sześćdziesiątych zdominował cykl obrazów nawiązujący do sumeryjskiego mitu o Gilgameszu. Ekspresyjne w formie i wyrazie, pełne dynamiki kształtów, form i przedmiotów mówiły o mitycznym bohaterze, sytuując się równocześnie we współczesności. W gruncie rzeczy skupiały się na kondycji współczesnego człowieka, dla którego poszukujący nieśmiertelności bohater najstarszego eposu świata może być żywym i aktualnym wcieleniem ludzkiego losu, a jego relacje ze światem dotykają odwiecznego problemu zła, okrucieństwa, dobra… Wprost o człowieku zdają się mówić późniejsze prace zamknięte głównie w cyklach Związki taktyczne i Syn marnotrawny. Malarstwo Zygmunta Lisa – niespokojne i pełne wewnętrznego napięcia – to wyraz nieobcych sztuce naszych czasów lęków epoki. Eksploratorem lęków podświadomości okazał się Karol Wieczorek, który swoim przerysowanym, jarzącym się psychodelicznym kolorem postaciom każe trwać w świecie pełnym wibracji, niepokoju, nierealnych spotkań i niecodziennych zdarzeń. Wieczorek jest również autorem ciekawych, bogatych w warstwie wizualnej, ilustracji do Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa. I tu również świat jawi się jako niespokojny, fantasmagoryczny wytwór, jego obraz kształtuje wyobraźnia, a poetyka, która próbuje go opisać, pochodzi z rejonów zarezerwowanych dla poszukiwaczy sensualnego wymiaru rzeczy i zjawisk.

Rysunki Macieja Bieniasza, również inspirowane Mistrzem i Małgorzatą, tak różne od propozycji Karola Wieczorka, wyrastają z innego pnia artystycznych doświadczeń. Nie bez znaczenia jest z pewnością twórcza przygoda artysty z grupą „Wprost”, której intensywność krytycznej obserwacji rzeczywistości lat siedemdziesiątych wymagała zdecydowanej artykulacji. Bieniasz, a także Zbylut Grzywacz, Leszek Sobocki i Jacek Waltoś poszukiwali malarskich rozwiązań w ekspresyjnej formie opartej na realizmie. Mówili o człowieku uwikłanym w rzeczywistość, zniewolonym, poddanym presji rzeczywistości, na którą nie miał wpływu. Maciej Bieniasz pozostał wierny pewnemu sposobowi obrazowania – wyrastającego z rzetelnej obserwacji świata i nie mniej rzetelnego sposobu jego prezentacji. I nie jest ważne, czy przedmiotem owej prezentacji będzie śląskie podwórko, czy Bułhakowowska Małgorzata. Zarówno jedno, jak i drugie potrzebuje bowiem spojrzenia przefiltrowanego przez indywidualność, doświadczenie i świadomość. Rysunki Bieniasza są charakterystyczne przez swój ciężar, czerń i gradację lawowanych szarości. Powieść Bułhakowa zdają się ilustrować przez rozłożenie ciężaru i proporcji równomiernie po stronie moskiewskiej diaboliady i jerozolimskiej historii niejakiego Ha-Nocri.

Zależność człowieka i przestrzeni, która go otacza, można odnaleźć w bardzo sugestywnych pracach Andrzeja Tobisa. Ta symbioza jest tutaj zadziwiająca – tworzy spójną zależność wykreowanej, malarskiej przestrzeni o bardzo silnym ładunku emocjonalnym, gdzie elementem decydującym o sile i temperaturze owych emocji jest kolor. Człowiek, choć wydaje się być uproszczonym kształtem malarskim, jest – zawieszonym w owej nierealnej, wysublimowanej, czasami groźnej przestrzeni – nieodzownym jej składnikiem, dopowiada ją. Tobis tworzy niepokojący klimat zawieszenia i lękliwej obecności.

Miejsca

Malarska historia pejzażu jest fascynującą przygodą z naturą, z przestrzenią i powietrzem, z lekkością i ciężarem, z pokonywaniem ograniczeń. Malarstwo nowożytne uczyło się pejzażu z zadziwiającą determinacją. Jego ewolucja – od nieśmiałych prób dotykania kolorem irracjonalnie złotego nieba w gotyku, przez kilkusetletnią rolę w sztafażu, po całkowitą autonomię w wieku XX – jest ewolucją intuicji i świadomości. Jest próbą mierzenia się – w kolejnych odsłonach – z mikro- i makrokosmosem. I jest też próbą znalezienia w nich miejsca dla nas.

Istota twórczości Jacka Rykały zamyka się w dialogu z czasem, pamięcią i nostalgią. Terenem jego eksploracji jest Śląsk i Zagłębie zapomnianych dzielnic, podwórek, bram i mieszkańców. I choć może brzmieć to banalnie, w jego malarskim wydaniu banałem nie jest. To również rzadka umiejętność, by to, co ulega łatwej werbalizacji, przełożyć na język malarskich rozstrzygnięć, by znaleźć w pełni malarskie uzasadnienia, własny język – ten charakterystyczny „odcisk palca” pozwalający mówić o indywidualności. Jest to twórczość oscylująca pomiędzy realnością śląskiego pejzażu a jego poetyckim wymiarem, pomiędzy codziennością a mitem, pomiędzy pamięcią a zapomnieniem. Pamięć – to jej ślad tak często decyduje o emocjach, wskrzesza je, pozwala im dalej żyć; to ona rozdaje karty naszej wrażliwości. Rykała pokazuje ślady pamięci i fantomy miejsc. Podobnie czyni Antoni Kowalski, lecz miejsca, do których przenoszą nas jego obrazy, to całkowicie wykreowany, autonomiczny świat podporządkowany silnie subiektywnym emocjom, świat zaskakujących form i kształtów. Tak dzieje się w obrazach otwartych przestrzenią, ukazujących współistnienie elementów świata realnego z nierealnym, swoistych „pejzażach wewnętrznych”. Tak dzieje się również w „zbliżeniach” owej rzeczywistości – fragmentach, którą tworzą masywne, kamienne bloki. Sztuka Kowalskiego wyrasta – z jednej strony – z kontemplacyjnej postawy życiowej, z drugiej zaś – z tradycji surrealnego spojrzenia na to, co nas otacza. Choć wydaje się, że obrazy Zbigniewa Blukacza są „jedynie” pejzażami – przefiltrowaną przez malarską wrażliwość notatką rzeczywistości, jej wybranych przez artystę elementów – to zaryzykuję twierdzenie, że są ich jedynie pozorami. Pod warstwą zewnętrzności, rozpoznawanej na pierwszy rzut oka, kryje się niejednoznaczny, pełen niepokoju, feeryczny świat natury, jego zmysłowa witalność i niespokojna obecność. A obecność w nim człowieka, choć niezbyt częsta, jest zazwyczaj zagadkowym sztafażem, ledwie śladem tej obecności.

Mit

Wedle niektórych sądów cała sztuka przynależy sferze sacrum, gdyż jest szczególnym terenem zarezerwowanym dla spraw wyższych. Nawet niezbyt uważny jej obserwator, sztuki współczesnej szczególnie, zapewne z tym sądem będzie polemizował. Lecz obszar nas interesujący, a z pewnością znaczna jego część, jest zarezerwowany dla sacrum. To osobliwy teren – jego malarska rozległość jest imponująca, podobnie jak jego duchowa zawartość, jego intensywność i emocjonalność. Obrazy Kazimierza Cieślika są dobitnym przykładem na konsekwentną trwałość twórczej drogi. Od początku w swoim malarstwie podejmuje wątki biblijne, zmienia się tylko ich artykulacja – od elementów charakterystycznych dla Nowej Figuracji w latach siedemdziesiątych z ich płaskością, dynamiką i ekspresją, po swoistego rodzaju, wyrafinowany stylistycznie konglomerat płaszczyzn, dekoracji i – oczywiście – bohaterów przedstawień. Opowieści snute przez malarza nie są tylko ilustracją biblijnych przypowieści – są raczej sumą swoistego, duchowego przeżycia, rejestrują jego intensywność, ważność i sens, a powtarzalność biblijnych motywów i zamykanie ich w rozległe cykle – jak np. Sen Józefa w domu Horty – są na to wystarczającym dowodem.

Intensywność tej sfery przybiera w rozbudowanych obrazach Grzegorza Stachańczyka, inspirowanych Starym i Nowym Testamentem, siłę niemal barokowych przedstawień. To swoiste theatrum sacrum: gęste, mocne, jednoznaczne w wymowie, niejednoznaczne w treści, tajemnicze i patetyczne. To cykle Noc siły, Drzewo żywota, ale także wcześniejsze obrazy-instalacje, całkowicie różne od rozbudowanych kompozycji religijnych – jak choćby te zamknięte w cykl Ułożenie świata w zaświatach, których nostalgiczny ładunek każe pytać o „życie po życiu”. 43 Twórczość wymienionych artystów, którzy z pewnością nie wyczerpują tematu, jest – moim skromnym zdaniem – dowodem na istnienie pewnej tradycji, nie tylko malarskiej, której istotę stanowi poruszanie się w obrębie duchowości, pewnego systemu wartości, pewnych idei, dla których – często – pytanie „po co?” ważniejsze jest od „jak?”, dla których stawianie pytań w ogóle jest ważne, a sztuka może być, powinna być, narzędziem poznania.

Ponad ćwierć wieku temu z inicjatywy śląskich artystów odbyło się I Katowickie Spotkanie Twórców i Teoretyków Sztuki „Chemia” czy „alchemia” jako wyznaczniki współczesnego światopoglądu twórcy, którego najważniejszym problemem było pytanie o duchowość w sztuce. Jego obecność, pomimo nieustannie zmieniających się w sztuce kryteriów, okazuje się nadal ważna. I nadal inspirująca. Chemia czy alchemia?… Alchemia.

Bannery

  • AGRAFA 2017

  • Międzynarodowe Triennale Rysunku

  • Triennale Grafiki Polskiej

  • Ksiazka Dobrze Zaprojektowana Konkurs

  • nowa asp

  • asp studia doktoranckie

  • asp tuba

  • Facebook ASP Katowice

  • Kurs przygotowawczy

  • akademia weekendowa

  • asp malarstwo FB

  • 05 asp wzornictwo

  • Facebook grafika warsztatowa

  • Agrafa

  • Agrafa

  • Design Silesia

  • Regionalna Strategia Innowacji

  • Innowacyjny Design Logomotywą Śląskiej Gospodarki

  • Logo BPSC

  • Katowice Airport

  • Międzynarodowe Triennale Grafiki Kraków 2012



  • Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Rozwój infrastruktury kultury/Infrastruktura szkolnictwa artystycznego na podstawie umowy Nr 03581/14/FPK/DEK z dnia 20.05.2014r. uzyskała dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania: Zakup pierwszego wyposażenia do budynku dydaktyczno-badawczego i kulturalnego ASP w Katowicach

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Rozwój infrastruktury kultury na podstawie umowy nr 04146/13/FPK/DEK z dnia 15.05.2013 roku uzyskała:

Dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania pn. Rozbudowa zaplecza technicznego pracowni kierunku wzornictwa ASP w Katowicach



Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Rozwój infrastruktury kultury na podstawie umowy nr 00333/12/DEK z dnia 30.03.2012 roku uzyskała:

Dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania pn. OBRAZ I DŹWIĘK – Studio Sztuki Dźwiękowej (sound art studio)

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Edukacja kulturalna i diagnoza kultury na podstawie umowy nr 04960/12/DEK z dnia 19.04.2012 roku uzyskała:

Dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania pn. ALA MA PIÓRO - WARSZTATY TYPOGRAFICZNE

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Promesa Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na podstawie umowy nr 01737/13/FPK/DFE z dnia 10.09.2013 roku uzyskała Dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania pn. „Budowa między ulicami Raciborską a Koszarową w Katowicach budynku dydaktyczno-badawczego i kulturalnego wraz z zagospodarowaniem terenu na otwarty park form przestrzennych”.


Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Rozwój infrastruktury kultury/Infrastruktura szkolnictwa artystycznego na podstawie umowy Nr 03320/15/FPK/DEK z dnia 07.07.2015 roku uzyskała dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania: Zakup pierwszego wyposażenia do budynku dydaktyczno-badawczego i kulturalnego ASP w Katowicach – etap II

Formularz uwag

 Uwagi